Newsletter konkurencja 11/2018

GEOBLOCKING – CZYLI BĘDĄ KARY ZA RÓZNICOWANIE KLIENTÓW

Praktyka geoblokowania (o czym pisaliśmy już wcześniej) polega na blokowaniu przez e-sklepy potencjalnych klientów lub stwarzaniu im różnych warunków dostępu do produktów. Podstawą takiej blokady może być m.in. obywatelstwo lub miejsce zamieszkania klienta (np. w oparciu o adres IP użytkownika). Innymi słowy, praktyka ta jest stosowana np. kiedy kupującym w polskim sklepie internetowym jest francuz i e-sklep z powodu jego narodowości odmawia sprzedaży.

Od 3 grudnia 2018 r. zaczną obowiązywać nowe przepisy unijne, zakazujące geoblokowania (rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/302). Za naruszenie tego zakazu przedsiębiorcy będzie grozić kara w wysokości do 10 procent rocznego obrotu. Stosowanie tych przepisów przez firmy będzie sprawdzał Prezes UOKiK.

Od tego momentu każdy konsument z Europejskiego Obszaru Geograficznego (EOG) będzie mógł robić zakupy w każdym sklepie internetowym, który działa na terenie Unii Europejskiej (UE), na takich samych warunkach handlowych, jak konsument z państwa, do którego sklep kieruje swoją ofertę. Dotyczy to zarówno e-sklepów, jak i sklepów stacjonarnych. Oznacza to między innymi, że linie lotnicze czy sieci hoteli nie będą mogły różnicować konsumentów ze względu na ich obywatelstwo, miejsce zamieszkania czy miejsce prowadzenia działalności.

Geoblokowanie jest często wynikiem ograniczeń zawartych w umowach między dostawcami i dystrybutorami. Takie umowy naruszają unijne i krajowe zasady ochrony konkurencji. Konsekwencją ustaleń między przedsiębiorcami w przedmiocie geoblokowania może być interwencja organu ochrony konkurencji.

Implementacja przepisów o zakazie geoblokowania wymaga nie tylko dokonania zmian w funkcjonowaniu stron internetowych sklepów, ale i odpowiedniej zmiany dokumentów takich jak np. polityka prywatności, regulamin sklepu czy umowy dystrybucyjne – jeżeli ograniczono w nich sprzedaż do terytorium kilku państw członkowskich. Przede wszystkim zlikwidować należy blokady oraz ograniczenia dostępu do stron internetowych sklepów, a także automatyczne przekierowania ich na inne wersje tych stron konsumentom z UE. Tego typu przekierowanie będzie możliwe tylko za wyraźną zgodą konsumenta. W związku z tym sklepy powinny zrobić przegląd tego, w jaki sposób oraz w jakim celu pozyskują informacje o fizycznej lokalizacji konsumenta.

Z kolei, w zakresie zakazu stosowania zróżnicowanych warunków płatności, sklep nie będzie miał możliwości odmówienia przyjęcia płatności od konsumenta, ze względu na lokalizację jego rachunku płatniczego, miejsca prowadzenia działalności dostawcy usług płatniczych czy też miejsce wydania instrumentu płatniczego w UE. Dlatego też należy zweryfikować oferowane przez sklep formy płatności, tak aby były one dostępne oraz możliwe do zrealizowania dla każdego konsumenta z UE.

Co istotne, przedsiębiorca nie będzie zmuszany do wysyłania sprzedawanych towarów na drugi koniec Europy. Jeśli firma z własnej woli ograniczą swoją ofertę np. do jednego kraju, to nie musi zgadzać się na sprzedaż na inne terytoria. Informacja o takich ograniczeniach w dostawie musi jednak znaleźć się na stronie sklepu.

Rozporządzenie będzie obowiązywało wszystkie kategorie przedsiębiorców, z niewielkimi wyjątkami. Z zakresu rozporządzenia wyłączone będą np.:

  • usługi polegające na dostępie do treści objętych prawem autorskim i na ich użytkowaniu oraz na kupowaniu w formie niematerialnej utworów chronionych prawem autorskim (np. muzyki przesyłanej streamowo, gier internetowych, e-booków).
  • usługi audiowizualne (np. Neflix, transmisja wydarzeń sportowych),
  • usługi finansowe,
  • usługi zdrowotne,
  • usługi transportowe,
  • usługi społeczne.

Rozporządzenie zakazujące geoblokowania będzie stosowane w Polsce bezpośrednio, co oznacza, że nie trzeba go implementować, a konsument może się na nie powołać w sporze z e-sklepem.

 

 

FARNCUSKA MASAKRA PRODUCENTA PIŁ MECHANICZNYCH

Tuż przed Halloween, francuski Urząd ds. Konkurencji (Autorité de la concurrence) zaserwował horror finansowy znanemu producentowi mechanicznych narzędzi ogrodniczych – firmie Stihl. 7 milionów euro kary to cena, jaką Stihl będzie musiał zapłacić za faktyczne ograniczanie dystrybutorom możliwości sprzedaży jego produktów w Internecie.

Stihl opiera sprzedaż swoich produktów o system dystrybucji selektywnej. Tak więc aby sprzedawać piły łańcuchowe, nożyce do żywopłotu lub kosiarki do trawy marki Stihl – dystrybutor musi spełniać szereg wymogów jakościowych i uzyskać autoryzację producenta.

Producent zezwolił dystrybutorom na sprzedaż jego produktów on-line, ale pod jednym warunkiem:  klient musiał osobiście odebrać zakupiony produkt w sklepie lub sprzedawca miał sam dostarczać produkty do domu klienta. Organ uznał, że taki wymóg stanowi de facto zakaz sprzedaży internetowej, czyli narusza reguły prawa konkurencji. W konsekwencji nałożył karę finansową na producenta i zobowiązał go do usunięcia tego ograniczenia z systemu dystrybucji selektywnej.

Na pocieszenie organ uznał, że system dystrybucji selektywnej nie zawsze musi ograniczać się do produktów luksusowych (sprawa Coty). Producent może prowadzić dystrybucję selektywną również dla produktów o wysokiej jakości bądź o dużym skomplikowaniu technicznym/technologicznym. Jednocześnie zezwolił producentom – stosującym taki system dystrybucji – na inne ograniczenie. Producent może wymagać od dystrybutorów, aby nie sprzedawali produktów „niebezpiecznych” na zewnętrznych platformach (np. Allegro, Amazon). W praktyce zatem, taki dystrybutor może sprzedać piłę łańcuchową on-line, ale tylko przez swoją stronę internetową.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł