NEWSLETTER IP 7/2018

PROJEKT NOWEJ DYREKTYWY O OCHRONIE PRAW AUTORSKICH NA JEDNOLITYM RYNKU CYFROWYM

Okres wakacyjny, często nazywany sezonem ogórkowym, na chwilę rozgrzała informacja o dawno już planowanej reformie prawa autorskiego. To wszystko za sprawą zbliżającego się w Parlamencie Europejskim głosowania nad propozycją dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym (dalej „Dyrektywa”). W Internecie znowu ożywiły się głosy w rodzaju „Acta 2 nadchodzi”, „koniec Internetu już blisko”, „nowy podatek od linków”, czy „koniec z memami” itp.

Czy te obawy i powszechna panika są zatem słuszne i uzasadnione? Większość alarmistycznych głosów była jednak przesadzona, co nie zmienia faktu, iż projekt Dyrektywy rzeczywiście zawiera przepisy, które mogą budzić kontrowersje i niejasności.

Niezależnie od samych zapisów Dyrektywy, warto pamiętać, że zupełnie inne skutki prawne wywołuje unijne dyrektywy, a zupełnie inne rozporządzenia (jak np. RODO). W przypadku dyrektywy ostateczny kształt prawa w danym państwie zależy w dużym stopniu od konkretnych rozwiązań przyjętych przez ustawodawcę. Poniżej przedstawiamy główne założenia najbardziej kontrowersyjnych przepisów. Największe dyskusje budzi treść proponowanych art. 11 oraz 13 Dyrektywy.

Pierwszy z nich przewiduje, że wydawcy publikacji prasowych uzyskają prawa w zakresie cyfrowych sposobów korzystania z ich publikacji, oczywiście niezależnie od praw przysługujących samym autorom artykułów. Wydawcy uzyskaliby zatem autorski monopol na korzystanie z publikacji umieszczanych przez nich w Internecie.

Większe kontrowersje wzbudził zaproponowany art. 13 Dyrektywy. Warto przytoczyć jego proponowaną treść: dostawcy usług społeczeństwa informacyjnego, którzy przechowują i zapewniają publiczny dostęp do dużej liczby utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną zamieszczanych przez swoich użytkowników, we współpracy z podmiotami praw podejmują środki w celu zapewnienia funkcjonowania umów zawieranych z podmiotami praw o korzystanie z ich utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną bądź w celu zapobiegania dostępności w swoich serwisach utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną zidentyfikowanych przez podmioty praw w toku współpracy z dostawcami usług. Środki te, takie jak stosowanie skutecznych technologii rozpoznawania treści, muszą być odpowiednie i proporcjonalne.

Tak więc, rzeczywiście tak sformułowany zapis mógłby wprowadzić pewien rodzaj cenzury prewencyjnej. Portale internetowe musiałyby bowiem wprowadzić algorytmy, które już w momencie umieszczania przez internautów treści w sieci sprawdzałyby, czy przypadkiem nie naruszają one praw własności intelektualnej. Przy restrykcyjnym wprowadzeniu tak ogólnego zapisu Dyrektywy do poszczególnych porządków prawnych, mogłoby to być niebezpieczne narzędzie do cenzury Internetu.

Dalszy los Dyrektywy został odroczony. Parlament Europejski 5 lipca 2018 r. odrzucił projekt Dyrektywy w obecnym kształcie i tym samym nie udzielił mandatu do rozpoczęcia negocjacji dot. wprowadzenia Dyrektywy. Oznacza to w praktyce, że nad dalszymi pracami nad Dyrektywą parlamentarzyści europejscy wrócą we wrześniu.

ORZECZENIE: ZNAK MESSI WYBRONIONY

Emocje piłkarskie związane z XXI Mistrzostwami Świata w Rosji powoli już opadły. Co prawda zakończony właśnie mundial nie będzie miło wspominany przez Leo Messiego i jego kolegów z reprezentacji, ale chociaż w dziedzinie związanej ze znakami towarowymi Leo Messi odniósł ostatnio pewien sukces. 

Magazyn Forbes określił wartość rynkową Messiego na 220,5 miliona dolarów. Renomę tego pięciokrotnego zdobywcy Złotej Piłki docenił ostatnio również Sąd Unii Europejskiej. Leo Messi w walce o znak towarowy „Messi” rozgrywa, jeśli nawet nie najtrudniejszy, to z pewnością najdłuższy mecz w swojej karierze.

Pierwsza Połowa

Rozgrywka zaczęła się w sierpniu 2011 roku, gdy Messi wystąpił do Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) o rejestrację unijnego graficznego znaku towarowego zawierającego element słowny MESSI dla odzieży, obuwia oraz artykułów gimnastycznych i sportowych. W listopadzie tego samego roku na boisko wkroczył Jaime Masferrer Coma wnosząc sprzeciw wobec wniosku Messiego, ponieważ podobny znak słowny MASSI został już uprzednio zarejestrowany przez urząd dla odzieży, obuwia, kasków rowerowych, odzieży ochronnej oraz rękawiczek. W maju 2012 roku Coma został zmieniony na boisku przez JM-EV e hijos, ponieważ firma ta wykupiła prawa do znaku.  Urząd w 2013 roku stwierdził, że rzeczywiście istnieje prawdopodobieństwo pomyłki obu znaków. 1:0 dla JM-EV e hijos.

Druga Połowa

Lionel Messi nie zniechęcił się jednak tym niepowodzeniem i wniósł odwołanie. W kwietniu 2014 roku zostało ono jednak oddalone. EUIPO stwierdził, że znaki MESSI i MASSI są do siebie na tyle podobne pod względem zarówno wizualnym, jak i fonetycznym, a ponadto, że jedynie część odbiorców mogłaby dokonać ich rozróżnienia i towary Messiego mogłyby być kupowane przez przypadek przez klientów firmy MASSI. 2:0 dla JM-EV e hijos.

Dogrywka

Jednak Messi nie byłby sobą, gdyby nie walczył dalej. Wystąpił do Sądu Unii Europejskiej o stwierdzenie nieważności decyzji EUIPO. Dzięki swej determinacji 26 kwietnia 2018 roku, a więc po bardzo długiej dogrywce wreszcie szczęście się do niego uśmiechnęło i stała się rzecz dość niespodziewana – Sąd stanął po jego stronie. Sąd uznał, że EUIPO popełniło błąd przy ocenie konceptualnego podobieństwa znaków.  Lionel Messi jest osobą cieszącą się ogromną sławą oraz medialną – pojawia się często w radiu i telewizji. Jest więc rozpoznawalny, a jego nazwisko niezwykle znane przez bardzo szerokie grono odbiorców. Nie tylko tych interesujących się piłką nożną. Co więcej, Sąd odwrócił tutaj niejako argument do tej pory podnoszony zarówno przez EUIPO jak i JM-EV e hijos. Zwrócił uwagę na charakter towarów objętych znakiem MESSI oraz MASSI. Są to produkty sportowe i choć nie wszystkie są związane z piłką nożną, to można założyć, że przeciętny konsument tego rodzaju dóbr nie pomyli dwóch znaków. MESSI od razu skojarzy mu się ze sławnym piłkarzem. Nie dokona więc pomyłki i nie połączy MESSI z MASSI. Stopień podobieństwa między tymi znakami nie jest więc wystarczający, aby stanowił przeszkodę dla rejestracji znaku „MESSI”. 2:2 remis. Już wiadomo, że EUIPO złożyło odwołanie do Trybunału Sprawiedliwości. Szykują się zatem rzuty karne.

 

Poprzedni artykuł
Następny artykuł